wyszukanie zaawansowane

Eden

Po rozstaniu zajmij się sobą

Eden
19.04.2012

Odszedł. Odeszła. Nieważne, czy życzymy im dobrobytu, czy niebytu, czas pomyśleć o sobie. Jeśli większość doby zajmuje ci skupianie się na analizie dlaczego tak się stało i gdzie tkwi twoja wina, program zdrowego egoizmu to teraz mus. Jeśli te myśli nie są obsesyjne, ale burzą twój dobry nastrój, to wystarczający powód, aby zacząć żyć po prostu dla siebie.

Okres żałoby jest nieunikniony
 
Po każdej stracie, jakiej doznajemy w życiu – nie tylko tej ostatecznej, kiedy na zawsze tracimy bliskich i zamykamy się w kokonie żalu, gniewu i beznadziei. Często sprawcami śmierci własnego szczęścia stajemy się my sami. Cała złość, niezgoda na to, co nas spotkało, staje się bronią obosieczną. Z założenia miała ranić tego, kto nas skrzywdził lub kto przyczynił się do nękającego nas bólu. Tymczasem skupiając się na przeszłości, czyli czymś, na co kompletnie nie mamy wpływu, odcinamy się od szans na powodzenie w przyszłości. I tak, może się zdarzyć, że ból z karę, który „zaplanowaliśmy” w umyśle  dla byłej, czy byłego – spotka nas, kiedy na przykład spotkamy ją/jego z nowym partnerem.



Zapomnij!

Elementem łączącym żałobę w dosłownym tego słowa znaczeniu i czas, kiedy godzimy się z końcem związku, jest tendencja do rozpaczania i roztkliwiania się, ale bynajmniej nie nad utraconą relacją czy bezpowrotną więzią. Często płaczemy nad sobą. Potęgujemy też uczucie współczucia dla samych siebie nie rejestrując, że widzów tego spektaklu ubywa z każdym dniem. Odbieramy sobie tym samym szansę na prawdziwą korzyść ze wsparcia ze strony życzliwych nam osób, które powtarzają: Zapomnij! Zajmij się sobą. Często w końcu zajmujemy się sobą, ale po drodze tracimy cenny czas, który minął bezpowrotnie, a należał nie do utraconego kochanka, przyjaciela, partnera, ale do nas.

Jaka jestem biedna

Ten numer stosuje wiele osób niezależnie od płci. Kiedy walczymy jeszcze z myślą, że rozstanie to fakt – paradoksalnie jest mało istotne, które z partnerów podjęło tę decyzję – epatujemy swoim żalem, uczuciem lub iluzją bycia pokrzywdzonym. Czemu ma służyć obnoszenie się z tak prywatną sprawą? Tego zazwyczaj nie wie nawet sam scenarzysta. Żal przeżywany po utracie związku potrafi być ubrany w równie silne emocje, jak czas kiedy byliśmy na etapie zakochania. Uporczywe maile, telefony, sms-y, ciągłe pytania dlaczego. A wszystko poparte łzami, zaciśniętą szczęką, bólami głowy, walącym sercem.

Czas poświęcony na rozpamiętywanie, jak było, jak mogło być i dlaczego już tak nie będzie, potrafi zajmować podobny okres, co minione zabiegi służące zdobyciu lub adorowaniu tego/tej, której laleczkę voodoo nadzialibyśmy teraz w przypływie emocji na pudełko szpilek. Momentem, kiedy jak kubeł zimnej wody spada na nas komunikat, że byliśmy w swoim zachowaniu żałośni, jest świadoma konfrontacja z rzeczywistością. To dość pesymistyczne, ale dla niektórych ten moment nie nadchodzi nigdy. Tymczasem to, czy otrząśniemy się z przepełniającego nas żalu, poczucia beznadziei i pogłębiającego się spadku poczucia własnej wartości, zależy głównie od nas. Jeśli koniec jest faktem, oznacza to także, że dokonał się już jakiś początek. To, jakie będzie rozwinięcie jest twoją pustką kartką papieru, którą teraz musisz zapełnić.

1 2 3
Tagi: rozstaniepartnerzwiązekemocje
REKOMENDACJA
Ten materiał nie ma jeszcze opinii. Masz okazję by Twój głos pojawił się tutaj jako pierwszy! Nie czekaj - dodaj swoją opinię!

Masz swoje poglądy? Tu jest miejsce, gdzie możesz je swobodnie wyrazić!
Pisz, komentuj i dyskutuj. Pamiętaj o tym, że nie będziemy tolerować niecenzuralnych wypowiedzi i wulgaryzmów. Wymieniaj poglądy a nie obelgi. Zasady Opinii.