wyszukanie zaawansowane

Eden

Inny wymiar

Eden
25.07.2012

Eden

O wielu aspektach człowieczeństwa, humanistycznym wykształceniu, optymistycznym podejściu do choroby i filozoficznych rozmowach przy winie opowiada profesor Jacek Imiela.

Jaka jest recepta na dobrego lekarza?
Renesansowa mentalność. Naturalnie dobry lekarz musi być świetnie wykształcony w swojej dziedzinie, jednak profesjonalizm zawodowy to tylko część sukcesu. Przede wszystkim musimy pamiętać o tym, że leczymy człowieka, nie przypadek. Na dodatek spotykamy tego człowieka w sytuacji, kiedy konfrontuje się z cierpieniem, strachem. I w tym momencie powinniśmy oderwać się na chwilę od bólu brzucha czy serca – i popatrzeć na niego w szerszym kontekście – na jego problemy, zainteresowania, postrzeganie świata, formy wyrazu jego strachu i zagubienia. Musimy umieć porozmawiać z nim o książce, jaką akurat czyta, o muzyce, jakiej słucha, o malarzach, których lubi.

Wszystko po to, by pacjent zaufał lekarzowi, zechciał się przed nim otworzyć i zaczął go traktować jako partnera. Do tego nie wystarczy znajomość medycyny. Trzeba zgłębić wszelkie aspekty człowieczeństwa. Potrzeba szerszego spojrzenia, orientacji, w tym, co dzieje się wokół nas.

Idea jest piękna, lecz zawód lekarza wymaga ciągłego kształcenia, poszerzania wiadomości, jak więc znaleźć czas na zgłębianie nauk humanistycznych?
Nie ma innego wyjścia. Bowiem lekarz, który nie jest humanistą, nie osiągnie sukcesu, o którym mówimy. Być może sprawnie będzie wykonywał rzemiosło, jednak pozostanie tylko rzemieślnikiem. Sztuka medyczna, w ogóle sztuka, zaczyna się od pewnego poziomu jakiejś szczególnej wrażliwości, ale również szeroko pojętej humanistycznej wiedzy.
Dobry lekarz to humanista i artysta podpierający się wszechstronnym wykształceniem i logiką.

Od 30 lat pracuje Pan ze studentami i wychowuje humanistów?
Przede wszystkim chciałbym zaznaczyć, że mamy wspaniałe młode pokolenie. Czasy jednak się zmieniają i obecnie dominują inne wartości. Dodatkowo młodzi ludzie w natłoku informacji częstokroć nie mają możliwości szerszego spojrzenia na rzeczywistość. Są nią jednak zainteresowani. Rola mentorów i nauczycieli polega więc na tym, by podkreślić wartość tego wszechstronnego, humanistycznego wykształcenia, o którym mówimy od początku naszej rozmowy, w kontekście leczenia chorego człowieka. Dlatego też na organizowane przeze mnie obozy zapraszam psychologów, etyków, filozofów. Wieczorem, po pracy siadamy ze studentami przy świecach, czasem przy winie – i spędzamy wiele godzin na dyskusjach o ponadczasowych tematach. Zależy mi na tym, by studenci poczuli, zrozumieli, jak niezwykle złożone jest życie drugiego człowieka.



Poza tym właśnie lekarze są najbliżej centralnych problemów filozofii, jakimi są cierpienie i śmierć.
Filozof troszkę teoretyzuje. Lekarz natomiast na co dzień jest świadkiem odchodzenia. Powinien więc świadomie uczestniczyć w indywidualnej śmierci, która przychodzi do konkretnego pacjenta. Umierającemu pacjentowi potrzebne jest ciepło, godne warunki, bliskość rodziny. Tymczasem jest w obcym miejscu, wśród obcych ludzi. Życzyłbym sobie, żeby lekarze potrafili we właściwy sposób wspierać pacjenta w ostatnich chwilach.

Stworzył Pan studenckie zespoły terapeutyczne, które są unikalne na skalę światową.
Chory człowiek potrzebuje wszechstronnej opieki. Powinien zająć się nim lekarz, pielęgniarka, często dietetyk, rehabilitant, psycholog oraz oczywiście kapelan. W związku z tym wymyśliłem sobie, żeby na obozy oprócz studentów kierunków lekarskich zabierać adeptów wyżej wymienionych profesji. Są oni podzieleni na zespoły, które zajmują się kilkoma pacjentami, oczywiście pod moją kontrolą. Muszą jednak w pełni zająć się pacjentem – porozmawiać z nim, zaplanować badania, dietę, ewentualną rehabilitację, zbadać oraz zrozumieć, co się z nim dzieje w aspekcie mentalnym, duchowym –  i zaproponować postępowanie lecznicze. Naradzają się więc miedzy sobą, mają pomysły, które dyskutujemy, weryfikujemy. Każdy z nich nabiera pewnej praktyki zawodowej. Wspólne omawianie problemów, podejmowanie decyzji niebywale poszerza podejście do chorego, ale ma też inny wymiar – studenci zaczynają się nawzajem szanować. Nie ma sytuacji, że lekarz lekceważy pielęgniarkę, że ktoś nie docenia roli kapelana.

Uczy Pan też, że choroba nie jest czymś z gruntu złym, nawet jak przynosi wiele cierpienia.
Życie toczy się w ten sposób, że albo już chorowaliśmy, albo właśnie chorujemy lub kiedyś będziemy chorzy. Choroba przydarzy nam się na pewno. Może więc warto spojrzeć na nią inaczej, bardziej optymistycznie, niż fatalistycznie. Może czegoś nas ona nauczy... Chorzy, którzy trafiają do szpitala, nagle dostrzegają, że w życiu liczą się inne wartości, niż te, które były dla nich istotne do tej pory. Zaczynają weryfikować swoje postępowanie w stosunku do obcych i bliskich osób. Doceniać rzeczy małe. Choroba daje bowiem szanse na przemyślenia, które mogą zapoczątkować pozytywne zmiany w życiu, w podejściu do świata, rodziny.

Czy po tylu latach pracy da się zachować wrażliwość na cudze cierpienie?
Chociaż z upływem lat człowiek się do pewnych rzeczy przyzwyczaja, za wszelką cenę trzeba uniknąć zobojętnienia. Nawet w codziennym obcowaniu z cierpieniem i doświadczaniu rutyny można znaleźć miejsce na uczucie i współczucie.

Medycyna moja miłość
Świadectwo lekarza-humanisty, które dowodzi, że medycyna to nie tylko wiedza i doświadczenie, ale głębokie spotkanie z drugim człowiekiem. Prof. Jacek Imiela, internista z ponad trzydziestoletnią praktyką, opowiada o medycznych zagadkach, o tym, dlaczego lekarz czasem musi być detektywem, kiedy jego samego boli brzuch ze… śmiechu, i czym – poważnie i trochę mniej poważnie – jest zawód lekarza.

Z profesorem Jackiem Imielą rozmawiała Agnieszka Kugiel

REKOMENDACJA
Ten materiał nie ma jeszcze opinii. Masz okazję by Twój głos pojawił się tutaj jako pierwszy! Nie czekaj - dodaj swoją opinię!

Masz swoje poglądy? Tu jest miejsce, gdzie możesz je swobodnie wyrazić!
Pisz, komentuj i dyskutuj. Pamiętaj o tym, że nie będziemy tolerować niecenzuralnych wypowiedzi i wulgaryzmów. Wymieniaj poglądy a nie obelgi. Zasady Opinii.