wyszukanie zaawansowane

Aktualności

Jak przeżyć burzę?

123RF
09.05.2013

Poradnia.pl

Burzą nazywamy silne opady deszczu, czasem nawet gradu, z towarzyszeniem silnych wyładowań elektrycznych w atmosferze. Ale skąd się biorą?


Najkrócej mówiąc – z różnicy temperatur. Dlatego z burzami mamy do czynienia w naszym klimacie głównie wiosną i latem. Kiedy jest gorąco, silnie nagrzane masy powietrza robią dokładnie to, co w zgodzie z prawami fizyki robić powinny: jako lżejsze unoszą się do góry. Im dalej od powierzchni ziemi, tym zimniej, więc im wyżej zawędrują, tym mocniej będą się ochładzać.


Pół biedy, jeśli są suche. Jeśli jednak dzień jest parny i duszny, wilgoć zawarta w powietrzu zacznie się błyskawicznie skraplać, tworząc charakterystyczne chmury o pięknej nazwie cumulonimbusów. Są olbrzymie, szerokie u podstawy i wysokie czasem nawet na kilkanaście kilometrów. To właśnie kolebka burz.


Cumulonimbusy bywają tak gęste od skondensowanej pary wodnej, że wydają się niemal szare i tuż przed burzą mamy wrażenie, jak gdyby w środku dnia zapadł zmierzch – choć nocą tego oczywiście nie widać. Piętrzeniu się tych chmurzysk, czyli skraplaniu się wilgoci, towarzyszy inny ciekawy proces. Otóż cząsteczki pary wodnej w odróżnieniu od otoczenia są naładowane ujemnie, a ponieważ przyroda stara się zawsze osiągnąć stan równowagi, chmura będzie pozbywać się nadmiaru ujemnych elektronów. A tam, gdzie mamy dwa odmiennie naładowane ciała, musi przeskoczyć iskra. Tutaj z gigantycznego, chmurowego kondensatora wyskakuje nie mała iskierka, a olbrzymie iskrzysko o mocy niemal dwustu megawatów. Słowem: piorun.
 

Powietrze wokół pioruna nagrzewa się do 3 tys. stopni Celsjusza i to właśnie ono świeci, co obserwujemy jako błyskawicę. W ciągu ułamka sekundy wyładowanie elektryczne kilkakrotnie trafia w ziemię i powraca do chmury, aż zneutralizuje zawartą w niej porcję ładunków energii – aż do następnego błysku.


Grzmot to wywołana przez różnicę temperatury i ciśnienia fala dźwiękowa. Proste i wytłumaczalne, niemniej groźne. Nic dziwnego, że taka energia i temperatura może rozłupać wiekowe drzewo, spowodować pożar, a nawet zabić człowieka.
 

Grom z jasnego nieba
Co roku słyszymy o ofiarach burz i piorunów. Porażenie prądem – bo tak właśnie zabija piorun – polega na błyskawicznym przepływie elektryczności o wysokim napięciu i natężeniu przez ciało ofiary. Uszkadza to układ nerwowy, powoduje zaburzenia lub zatrzymanie akcji serca, czasem rozległe oparzenia, na skórze mogą pojawić się tzw. figury Lichtenberga, zwane figurami piorunowymi – brunatne lub sinoczerwone pasma.
Przepływ prądu o takim natężeniu powoduje też gwałtowne skurcze mięśni, które mogą skutkować nawet złamaniami kości.


Czy można przeżyć uderzenie pioruna? O dziwo, tak – i to częściej, niż mogłoby się wydawać. Z porażenia piorunem ginie od 3 do 10 proc. trafionych. Ale choć badani po porażeniu błyskawicą często nie ujawniają, nawet podczas tomografii komputerowej, żadnych zmian w mózgu i układzie nerwowym, dochodzi u nich czasem po latach do rozwoju poważnych schorzeń i to właśnie w miejscach, w których piorun wniknął do ciała.

 

1 2
REKOMENDACJA
2013-06-09 22:42:17
~Włod

"W rolach tępych gapiów" - tępy to jest autor tekstu.

2013-05-09 18:03:18
~ama

"baczyc na wlasne bezpieczenstwo, wezwijmy pogotowie" - a czym zagraza wzywanie pogotowia i jak sie przed tym zagrozeniem uchronic? nie wiedzialam, ze to niebezpieczne...

Masz swoje poglądy? Tu jest miejsce, gdzie możesz je swobodnie wyrazić!
Pisz, komentuj i dyskutuj. Pamiętaj o tym, że nie będziemy tolerować niecenzuralnych wypowiedzi i wulgaryzmów. Wymieniaj poglądy a nie obelgi. Zasady Opinii.