wyszukanie zaawansowane

Aktualności

Jak przeżyć burzę?

123RF
09.05.2013

Jak przeżyć burzę
Rozum i instynkt nakazują jedno: uciekać w bezpieczne miejsce. Nie wychodźmy z domu, a kiedy jesteśmy poza nim, chowajmy się gdziekolwiek się da. Ba, ale kiedy jesteśmy na odkrytej przestrzeni? Przede wszystkim niech nas ręka boska broni kryć się pod jakimkolwiek drzewem, koło słupa czy masztu! Piorun szuka – i znajduje – najkrótszą ścieżkę do ziemi. Jeśli po drodze „widzi” drzewo, tym lepiej dla niego, upragnione uziemienie nastąpi szybciej. Jasne więc, że trafi tam, a skoro schowaliśmy się pod drzewem, jesteśmy w zasięgu rażenia.


Pozbądźmy się metalowych przedmiotów (lasek, wędek, kijów golfowych). Nie kładźmy się na ziemi, lepiej już przykucnąć, a jeśli usiądziemy – to np. na plecaku. Większe grupy, choć instynkt podpowiada, że w gromadce raźniej, powinny się rozproszyć. Kiedy burza dopadnie nas na łódce, płyńmy do brzegu i chowajmy się pod jakimkolwiek dachem, kiedy w kąpieli – w rzece, jeziorze, odkrytym basenie – wyskakujmy na brzeg co prędzej.


Nie rozmawiajmy przez komórkę, najlepiej ją zresztą w ogóle wyłączyć podczas burzy! W czasie podróży będziemy zupełnie bezpieczni w samochodzie zaparkowanym na poboczu – znów kłania się fizyka, samochód podczas burzy staje się tzw. klatką Faradaya i izoluje nas całkowicie od wyładowań elektrycznych.


A czy w domu jesteśmy bezpieczni? Nadchodząca burza to jeszcze nie powód, żeby odciąć od prądu wszystkie domowe urządzenia, ale kiedy grzmi tuż nad naszym dachem, wyłączmy – z gniazdek! – komputery, radia i telewizory. Godzina bez kontaktu ze światem nam nie zaszkodzi, a możemy uratować cenny sprzęt (o ile nie własne życie i zdrowie).


A kiedy piorun trafi?
Pierwsza pomoc to coś, czego w teorii jesteśmy gotowi udzielić zawsze i każdemu. Niestety, smutne fakty są takie, że większość z nas nie ma o tym zielonego pojęcia albo zwyczajnie boi się interweniować i zadowala się rolą tępych gapiów.


Co robić z ofiarą porażenia piorunem? Na pewno nie zakopywać w ziemi po szyję – podobno takie przesądy jeszcze gdzieniegdzie pokutują. Zamiast więc szukać łopaty i kopać głęboki dół, zbierzmy się na odwagę. Porażonego piorunem można dotykać bez obaw, inaczej niż przy porażeniu prądem z sieci.

 

Bacząc na własne bezpieczeństwo, wezwijmy pogotowie. Sprawdźmy oddech i tętno. Gdy ofiara oddycha sama i czujemy puls, ułóżmy ją na boku i okryjmy. Jeśli porażony nie oddycha, zastosujmy sztuczne oddychanie, jeśli tętno jest niewyczuwalne – tzw. resuscytację, czyli 30 uciśnięć klatki piersiowej w okolicy mostka na 2 oddechy.

 

Polecamy w serwisie poradnia.pl: Spacery - wzmacniają zdrowie i odchudzają
 

Marianna Królikowska/ese/

1 2
REKOMENDACJA
2013-06-09 22:42:17
~Włod

"W rolach tępych gapiów" - tępy to jest autor tekstu.

2013-05-09 18:03:18
~ama

"baczyc na wlasne bezpieczenstwo, wezwijmy pogotowie" - a czym zagraza wzywanie pogotowia i jak sie przed tym zagrozeniem uchronic? nie wiedzialam, ze to niebezpieczne...

Masz swoje poglądy? Tu jest miejsce, gdzie możesz je swobodnie wyrazić!
Pisz, komentuj i dyskutuj. Pamiętaj o tym, że nie będziemy tolerować niecenzuralnych wypowiedzi i wulgaryzmów. Wymieniaj poglądy a nie obelgi. Zasady Opinii.